Kategorie: Wszystkie | tutaj możesz się poPISAĆ
RSS
sobota, 15 marca 2014
Zwijam się

oficjalnie, nie mam o czym pisać w związku z tym biorę się za coś, na co od dawna miałam ochotę. Chcę się poświęcić napisaniu własnej książki, która być może będzie zawodowym początkiem, czegoś nowego. Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny. Ewawkaloszach.

19:27, ewawkaloszach
Link Komentarze (13) »
niedziela, 16 lutego 2014
Wierzyć, czy nie?

Jestem do współżycia raczej trudnym człowiekiem. Jestem skryta a jednocześnie otwarta na wszystko co nowe. Niekiedy przynosi mi to troszkę problemów :) Potrafię się angażować w trudne sprawy i doprowadzać je do końca, powoli i konsekwentnie, jednak nie jest mi obca chęć korzyści. Również niematerialnych. W ostatnim jednak czasie na własne życzenie wycofałam się nieco z życia prywatnego i większej części czasu angażuje mnie praca. Tyle mówiłam o jej ograniczeniu, ale jak to u mnie bywa... słomiany zapał. Zauważyłam jednak ostatnio u siebie bardzo niedobrą cechę - za bardzo skupiam się na sobie, zrobiłam się odludkiem, który najchętniej porzuciłby wszystko i wszystkich. Być może jest to efekt ostatnich wydarzeń i mało przyjemnych okoliczności, ale coś się zadziało. Trudno mi się podnieść, trudniej niż zawsze. Przecież charakter pracy ten sam, dom ten sam, rodzina ta sama, ale mam wrażenie jakby coś się zmieniło a ja już nie jestem tą samą osobą. Pewnie zwoje się przegrzały :) Zmusiłam się do wiązania ostatnio pewnych faktów: przeszłość-teraźniejszość-przyszłość. Badam sama siebie i właśnie... i nie mam zaufania do innych. Od zawsze miałam problem z wiarą. W niewiele rzeczy wierzyłam, chyba, że był to człowiek, tak w ludzi jestem w stanie wierzyć. Zastanawiam się jednak, czy w związku z tym, że nie wierzę w boga, reklamy, chęć bezinteresownej pomocy, zapewnienia ludzi i marketing zwany psychologią - jest ze mną coś nie tak? Okej pogadać z kimś mogę, wysłucham i wezmę tylko tyle ile mam ochoty, nie umiem jednak bezgranicznie komuś ufać jeśli chodzi o mnie samą. W pracy oczywiście nie raz nabijam się w butelkę wierząc w zapewnienia klientów, ale potem jak sobie przypomnę ile zapewnienia nastolatków lub młodziaków są warte to sobie daję na luz;) Zastanawia mnie jak to jest wierzyć, oddać się komuś i swój los w jego ręce, bezwiednie dać sobą władać i jeszcze za to dziękować. Może ze mną jest coś nie tak, może powinnam bardziej otworzyć się na ludzi i zaufać tym wszystkim zabiegom? Mam wielu znajomych z internetu i dobrze mi z nimi, nawet jeśli znajomość się nagle kończy to zawsze coś po niej zostanie. W codziennym życiu mam znajomych, ale niewielu mam przyjaciół. Nie tyle, że nie ufam, ale czuję, że po pewnym czasie taka znajomość ściera się jak kreda i kontynuacja jest już tylko równią pochyłą. Lubię ludzi skrajnych i niebanalnych, tych, którzy znikają, by się już nigdy nie pojawić - choć czasem przykro - a nie lubię ludzi dręczących mnie i męczących. Bardzo szanuję takich ludzi, którzy potrafią milczeć o wszystkim i takich, którzy rażą słowotokiem, ale potrafią się odnaleźć w sytuacji. W takie relacje wierzę, jasne otwarte mimo, że trudne :)

pozdrowienia dla Maiyah i tych, którzy zaglądali.

 

 

23:11, ewawkaloszach
Link Komentarze (5) »
sobota, 18 stycznia 2014

W odpowiedzi na pytanie Maiyah o kurz na monitorze uprzejmie informuję: porzuciłam picie kawy, wypaliłam się zawodowo, czytam i wraz z przystojnym (tak sobie go wyobrażam) inspektorem Jury'm śledzę podejrzanych i zakuwam morderców. Słucham namiętnie płyty Kowalskiej "Gemini", jestem jakaś mocno sentymentalna, nie mam ochoty na seks. Dziś w Trójce było wspomnienie Izabelinek Nosowska-Kowalska-Bartosiewicz. Któż ich nie pamięta?

20:58, ewawkaloszach
Link Komentarze (9) »
niedziela, 22 grudnia 2013
URLOP

Jeszcze tylko 1 dzień, tylko jutro i wolne, zasłużony urlop :) idę na prawie 2 tygodnie urlopu. Bardzo się cieszę, bo i mój małżonek też będzie się urlopował, nieco krócej, ale będziemy w końcu przez kilka dni się widywać nie tylko nad ranem i w nocy. Jestem podekscytowana jak przed randką, bo ostatnio taki czas mieliśmy w wakacje a tu ciach. Taki nam prezent dał mikołaj. A pro po świątecznego nastroju... masakra, w sklepach obława, na ulicach ruch, niewielu zadowolonych ludzi teraz widuję, wszyscy biegają z siatami, karpami na wpół żywymi a niektóre panie doznają ocipienia na stoiskach z bombkami i łańcuchami i tymi wszystkimi dupersztykami. W tym roku udało mi się i nie muszę robić rodzinnej wigilii, dostałam spis potraw, które mam zrobić i luz. Nie obchodzę świąt ze względu na narodziny boże, ale dla podtrzymania rodzinnych tradycji spotkań i dni tylko rodzinno - przyjacielskich. Bez napinki i w spokoju, robimy to co lubimy i zapraszamy tych, których chcemy spotkać. Taki radosny czas. Niech każdy te święta spędzi tak, jak chce, siły, dobrego humoru, życzę wszystkim, którzy czytają czasem moje marne wypociny.

Jakiś czas temu wpadłyśmy na pomysł z Maiyah ("Najlepsze dopiero przede mną"), Jokohaną ("Dziecko Chwast") oraz Guzikowianką ("Zaguzikowani..."), że mogłybyśmy się spotkać w szerszym gronie na porządnej kawie lub innych przyjemnościach spędzić czas, dzień może dwa i poznać się tak na żywo, zrobić taką rozpierduchę, żeby w końcu napisali o nas:) spotkanie zapewne odbędzie się nie wcześniej niż w okolicach wiosny a punktem zbornym będzie miejsce, które będzie leżało, gdzieś tam pośrodku. Wszystkich chętnych zapraszamy na nasze blogi i "mejle" w celu oddania kilku pomysłów i współorganizacji spotkania. Mamy nadzieję, że do spotkania dojdzie i w końcu się nagadamy, bo kto jak nie my :) pozdrawiam prawie urlopowo ;)

23:34, ewawkaloszach
Link Komentarze (9) »
sobota, 14 grudnia 2013
czarne chmury nade mną a w dole nic

lipa. mam nieciekawy zawodowo okres. wpływa to na mnie coraz bardziej. jestem totalnie wypluta. zaczynam kompletnie tracić dystans i czasem czuję się jak młokos, który chłonie niczym gąbka i nie potrafi odprowadzić nadmiaru żółci. podjęłam kilka decyzji, które skupiły się przede wszystkim na mojej osobie i mojej rodzinie. kończę kilka spraw i z pewnych miejsc pracy rezygnuję. zostanę tylko na etacie i szczerze napiszę, że ciekawa jestem jak jest wracać do domu po 8 h :) oczywiści moi współpracownicy mnie utwierdzają, że wrócę, ale ja wiem, że nie. zamykam za sobą drzwi jeden raz. tego nauczyła mnie moja babka, o mosty dbam, ale nie zdarzyło mi się iść tym samym powtórnie.to taka zapobiegliwość chyba pomieszana z pewnością siebie. zatracam się w pracy i na tym cierpi moja rodzina i po części moje zdrowie. prawdą jest, że praca z drugim człowiekiem wymaga siły, ale uważam, że są momenty, że trzeba sobie jasno powiedzieć dość. nigdy nie potrafiłam podchodzić obojętnie do spraw, które bezpośrednio dotyczyły dzieciaków a już do kurestwa ze strony wszelkich urzędasów, pedagogów i innych pożal się bogu pracowników specjalistów chyba w życiu nie nauczę się podchodzić obojętnie. na szczęście znam wielu fajnych i chętnych do pracy ludzi, wielu z nich się wypala podobnie jak ja, inni się spalili a jeszcze inni przekwalifikowali. to się chyba nazywa zawodowy rozwój, wiem, że to przejdę i dam radę, że odejdę w odpowiednim momencie i to będzie właśnie to co najlepszego będę mogła zrobić. mam swojego syna i teraz chcę poświęcić czas na Jego wychowanie. powoli zaczynam zamykać sprawy i myślę, że do połowy kolejnego roku ogarnę wszystko  i zamknę sprawy. jestem zmęczonym pedagogiem a to znaczy, że coraz mniej efektywnym dlatego też chcę odejść i przez kolejnych parę lat wyłącznie zawodowo zająć się pracą socjalną a potem... w sumie to nie lubię planować :)

22:09, ewawkaloszach
Link Komentarze (7) »
sobota, 16 listopada 2013
być może kiedyś za Ciebie zadecyduje cudza pieczątka

Zaczynając pracę poznałam pewne rodzeństwo, wielodzietna rodzina, ubóstwo, alkoholizm, przemoc, czyli książkowa wersja życia w praktyce. Zaczynałam jako pedagog o pracy socjalnej jeszcze wtedy niewiele wiedziałam. Jakie to miało znaczenie, wtedy prawie żadne, bo po niecałym roku dzieciaki trafiły do placówki, potem kolejnej i tak przeniesienie za przeniesieniem, papier za papierem opinie skazywały dzieciaki na co raz to dłuższą i bardziej męczącą tułaczkę po placówkach ośrodkach i tak, aż do osiągnięcia pełnoletności. Jednemu na jedenaścioro dzieci się udało. Kolejne dzieciaki wchodziły na różne ścieżki, najłatwiejszą jest przestępcza. Szybka kasa, zastraszanie, narkotyki, przypadkowy sex i choroby... w ciągu 5 lat część poszła do adopcji, część gdzieś po drodze szukała domu, albo po prostu musiała sobie jakoś poradzić. Oczywiście dodam, że wszyscy specjaliści świata byli przekonani o swoich dobrych chęciach i zmęczeni pomocą jakiej każdego dnia im udzielali. Pod opieką mam jednego z tych dzieciaków, idzie nam trudno, ale wychodzimy na prostą, ale niestety jeden ze starszych chłopaków trafił do więzienia. Za rozbój... I oto ku mojemu zdziwieniu dostaje telefon od jednej z wyroczni świata resocjalizacji i babka mi mówi "zróbmy coś, nie zostawiajmy go samego w celi, pomóżmy". Cieszy mnie ten telefon, bo kobieta poza "DOKUMENTACJĄ" widzi połamanego dzieciaka, który stał się tylko dlatego dorosłym, bo umie celnie lać w mordę. Okazuje się, że jest cień nadziei, że chłopak siedząc w więzieni dostanie w wyroku terapię i może trafi na mądrego wychowawcę i jest możliwość terapii i po części wyroku przeniesienie do innego więzienia.Bardzo się sprawą przejęła, bo naprawdę te dzieciaki były dobrymi dziećmi tylko rodzice mieli inne plany a świat był obojętny, szkoła szukała szybkich rozwiązań a sędziowie weryfikują tylko fakty. Wiem, że gdyby ten chłopak skrzywdził mi kogoś bliskiego to sama żądała bym się najwyższej kary, ale wiem też dlaczego on tam jest i może dlatego po prostu po ludzku szkoda mi tego chłopaka. Męczy mnie ta sprawa, bo wiem ile dzieciaków dostaje w dupę niezasłużenie a potem słychać tylko "a nie mówiłem". Uważam, że w naszym kraju zbyt małą wagę poświęca się dzieciakom z rodzin problemowych a rozwiązania niestety nie sa dopasowane. Iskierkami są stowarzyszenia i placówki dla tych, których już skreślono z życia publicznego. Bo tak naprawdę lepiej nam zainwestować w dziecko niż w przyszłości w resocjalizację, która nie gwarantuje powodzenia. Martwi mnie to, bo widzę dookoła setki zagrożeń a mam synka i zaczynam się o Niego bać. Odkąd mam dziecko zupełnie inaczej postrzegam sprawy wychowawcze, jakkolwiek by tego nie nazwać uważam, że za mało inwestujemy w dzieci i młodzież, za mało a przecież to oni kiedyś będę sercem naszych bytów.

A tak przy okazji :) na wesoło:

22:22, ewawkaloszach
Link Komentarze (9) »
piątek, 15 listopada 2013
głos niczym melisa

08:41, ewawkaloszach
Link Komentarze (2) »
środa, 13 listopada 2013
Służąc innym pamietaj o sobie.

Czego w życiu nam trzeba, żeby dobrze sprzedać swoją osobę, żeby nam uwierzono, że jesteśmy kompetentni i prawdomówni z wysokim potencjałem moralnym osobistosciami? Pewnie niemała rolę odgrywają ubrania, fryzura, tembr głosu, doświadczenie, rodzinne tradycje i tym podobne. Mam ostatnim czasy jednak nieodparte wrażenie, że te sprawy możemy już między bajki włożyć. Zauważam, że bardzo liczy się pewność siebie. Nie masz doświadczenia a przedstawiasz się jako pionier ideii, nie masz pojęcia o sprawie, ale tak prowadzisz dyskusję, żeby zawstydzić samego Oleksego - mistrza mówienia o niczym. Wiek? Im młodszy, tym lepiej, bo jest pistoletem i bez zastanowienia strzela, najczęściej głupoty, ale jednak trafiają. Dobrze jest też mówić o czymś na czym rozmówca się nie zna i wyczuwając to używać argumentu do samego końca aż zdobędziesz cel. Dlaczego nie umiemy się przebić? Mnie to sprawia straszną trudność, bo wciąż brzmi w uszach: "nie jedz ostatniego ciastka, ręce prosto i nie opieraj się o stół, nie mów tak, bo ciocia nie lubi, nie rób, nie sprawdzaj, nie dogadzaj, nie waż się..." ciągle słyszałam nie. W drugą jednak stronę słyszałam: "musisz się uczyć, dobre oceny to podstawa, musisz to i tamto, zrób jak należy..." jakikolwiek by to nie był komunikat - był zakazem i ograniczeniem. Co w efekcie dało mi poczucie, że jestem gorsza i wiem mniej, zapieprzam, po to, żeby odpracować coś, robię coś, bo muszę komuś coś udowadniać i takie błędne koło. Sama nie bardzo wiem, w którym jestem miejscu - jednak niechętnie myślę  o tym, ze na każdy sukces zapracowałam sobie SAMA!! JA, EWA. Zaczynam powoli dochodzić - wymaga to wysiłku - do momentu, kiedy wypowiem słowo STOP. Koniec. Jestem inteligentna, lubię siebie, ciężko zapracowałam na to co mam i mam swoje wartości i trzymam się pewnych zasad, jeśli jednak będzie trzeba urwę ci dupę lub wygryzę aortę, bo jestem lepsza. W tym duchu wychowuję syna i tego będę się trzymała. Jeśli trzeba zawsze pomogę na tyle, ile mogę jednak mój interes będzie pierwszym :)

15:17, ewawkaloszach
Link Komentarze (4) »
piątek, 08 listopada 2013
Mam tyłek, cycki, biodra i słucham...

 

15:05, ewawkaloszach
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 04 listopada 2013
nieśmiertelna ona

21:20, ewawkaloszach
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14